1. Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności czy efektywności publikowanych reklam.Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dowiedz się więcej.

Assassin´s Creed IV: Black Flag - już graliśmy

Temat na forum 'Aktualności' rozpoczęty przez -=SETH=-, Sierpień 22, 2013.

  1. -=SETH=-

    -=SETH=- -= XBOX GOD =- Członek Załogi Administrator Super Moderator Xbox One V.I.P Pomocnik XBOX MANIAK Game Master Liga XboxForum.pl Achievement Hunter PSforum.pl

    Dołączył:
    Wrzesień 11, 2010
    Posty:
    28146
    Polubienia:
    3220
    Punkty za osiągnięcia:
    113
    Płeć:
    Mężczyzna
    Miasto:
    مصر
    [​IMG]

    "- Kapitanie, melduję, dziób się zanurza! - Widzę, rufa też!"... tym suchym akcentem najlepiej skwitować pokaz Assassin's Creed IV. Raz, że wprawiał w dobry nastrój, dwa, że do radości wcale nie trzeba wiele.

    Pierwsze koty za płoty - swoboda eksploracji nie powinna ucierpieć. Pomagający mi w ogarnięciu dostępnego fragmentu pracownik Ubisoftu zbyt szybko się ucieszył, gdy powiedziałem, że to już moja ostatnia prezentacja i nieszczególnie spieszy mi się na spotkanie z MQcem, na które byłem spóźniony dopiero dziesięć minut. Zamiast skradać zacząłem się bić, zamiast płynąć - biegać po strzeżonych ulicach, a ciche zabójstwo celu odpuściłem sobie na rzecz typowo pirackiego napadu na okręt. Nie było łatwo, nawet dwukrotnie zginąłem, ale gra w żaden sposób nie dała się zepsuć. Nawet pomagała, pokazując - prócz wykrzyknika nad głową atakującego przeciwnika - kiedy mam kontrować atak, a kiedy użyć żywej tarczy w stronę strzelających oponentów.

    Jedynym problemem było przejście przez klaustrofobiczną dżunglę, gdzie droga skręcała szybciej od kamery, przez co odezwał się typowy problem Asasynów w postaci wpadania sprintem w ścianę, a potem skoku w złym kierunku. Tego niestety - a nie czepiam się, bo zdarzyło się nie więcej niż raz i dwa później - nie udało się w pełni naprawić.

    Misję zabicia dowódcy, przechadzającego się po statku wśród strażników, tradycyjnie można było wykonać na kilka sposobów. Oprócz mojej wymyślnej taktyki mogłem choćby spaść złemu panu na głowę lub uśpić go zatrutymi strzałkami, by nieświadomego dobić po dobiegnięciu z mieczem. Dodatkową atrakcją było wspinanie się i przemieszczanie po linach i masztach, pozwalające na dobrą orientację w przestrzeni. Trzeba jednak uważać, by uważna straż zbyt szybko nas nie zauważyła, co nie jest trudne - wszak wystawiamy się na afisz.

    Później przyszedł czas na stanięcie za sterami i zauważenie, że to nie słodkie kłamstwa - archipelag faktycznie jest w pełni otwarty bez ekranów ładowania (te pojawią się tylko przy wchodzeniu do miast) i usiany przeróżnymi czynnościami do wykonania. Szukanie skarbów, punkty widokowe (często kończone skokiem do wody, ale wozy z sianem też się pojawią) i najciekawsza nowość, czyli misje podwodne... będzie co robić. Zwłaszcza nurkowanie z polowaniem na rzadkie okazy morskiej fauny - szkoda, że porządnego nura damy tylko w wyznaczonych do tego miejscach. Boję się jednak o formę nowego Asasyna na sprzętach odchodzącej generacji. Na prezentacyjnym sprzęcie (z padem od PS4, więc jest logiczne, że to pecet) gra działała dość płynnie, ale bez zabicia wielu ładnych widoków - których uroda wynika m.in. z zakresu widoczności - się nie obejdzie.

    Podczas opływania oceanu wielokrotnie natkniemy się na wrogie statki, z którymi zmierzymy się na armaty w celu dołączenia do floty bądź rozebrania na części. Pierwsza faza bitew to właściwie kopia tego, co wprowadzono w "trójce" - ustawienie, kąt, strzał byle w kadłub. Później następuje abordaż i konieczność zabicia określonej liczby członków załogi i podjęcie decyzji, co zrobić z fantem w postaci dwumasztowca. Bitwy na morzu bez wątpienia mogły podobać się poprzednio, ale z uwagi na realistyczną sterowność naszego statku (twórcy od dawna podkreślali, że gracz nie ma "być" łodzią) zbyt częsty ich przymus - moim zdaniem - będzie uciążliwy. Trudno jednak przewidywać całość gry na podstawie fragmentu.

    Jeśli dołączymy zdobyczną łódź do floty, możemy wykorzystać ją w misjach mechanicznie przekalkowanych ze znanego wysyłania zabójców na zagraniczne misje. I tu ciekawostka - można zarówno wykonywać je w samej grze, jak i w dedykowanej aplikacji mobilnej. I o ile klikanie na miejsce akcji i czekanie na przypływ gotówki jest nużące w "dużej" odsłonie, o tyle jako przeklikiwacz krótkich tras autobusowych może sprawdzić się świetnie.

    Aby zakończyć zgrabnie - drobny detal, czyli woda. Boskie słuchawki dostępne na stoisku Ubisoftu z pewnością miały wpływ na moje doznania zmysłowe, ale póki co - nie widziałem i nie słyszałem tak świetnie odwzorowanej i udźwiękowionej wody od czasów pierwszego Just Cause.
     
Wczytywanie...

Poleć forum