1. Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności czy efektywności publikowanych reklam.Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dowiedz się więcej.

Recenzja Castlevania: Harmony of Despair

Temat na forum 'Aktualności' rozpoczęty przez PremiumPRO, Sierpień 11, 2010.

  1. PremiumPRO

    PremiumPRO Użytkownik Użytkownik

    Dołączył:
    Maj 22, 2010
    Posty:
    665
    Polubienia:
    1
    Punkty za osiągnięcia:
    16
    Jeżeli w dzisiejszych czasach istnieje gra, przy której człowiek ma chęć urwać łeb kotu sąsiada, a kilkukrotne podejście do każdego układu to rzecz podstawowa, to jest to z całą pewnością Castlevania: Harmony of Despair.

    [​IMG]



    Ciekawe, czy ktoś wie, ilu odsłon doczekała się ta seria. Ja nie wiem i nie mam zamiaru w to wnikać, bo z każdą kolejną mam wrażenie deja vu. Owszem, od czasu pamiętnego Symphony of the Night trochę się zmieniło, jednak w dalszym ciągu jest to ten sam, jadący na sentymentach starszych graczy styl. Czy to źle, czy dobrze, nie mi to oceniać, ale szczerze mówiąc już chyba nigdy więcej nie zagram w dwuwymiarową Castlevanię.



    Najważniejszą nowością w C:HoD jest tryb współpracy dla 6 graczy. W ten sposób można przechodzić kolejne zamczyska (o nich później), bądź też zagrać w znanym wszystkim trybie Survival. Gra jest piekielnie trudna, została skonstruowana od podstaw z myślą o kooperacji, więc by zebrać wszystkie itemy, dostać się we wszystkie miejsca i wymasterować całą grę, należy ustawić się na wspólne posiadówki. To jest fajne, multiplayer wszak to teraz wizytówka większości pozycji, tylko w tym momencie pojawia się tak zwana niedoróbka - czy też lenistwo, bo w nieudolność pracowników Konami nie chce mi się wierzyć. Otóż coś, co wręcz błaga o lokalne multi, zostało z tej opcji wykastrowane. No i kanapowego multiplayera nie ma. Wielka szkoda.

    [​IMG]

    Druga nowość to porzucenie jednego ogromnego zamczyska na rzecz kilku mniejszych posiadłości. Na każdym levelu mamy za zadanie wykończyć wielkiego szefa, zazwyczaj zajmującego większość wolnego miejsca w komnacie. Rzecz to niełatwa, samo dotarcie do bossa może sprawić małe problemy, gdyż jest to swego rodzaju labirynt. Na szczęście z pomocą przychodzą różne ustawienia kamery. Pod prawa gałką znajdują się trzy opcje: maksymalne przybliżenie, lekkie oddalenie widoku oraz obraz całej, ponurej hawiry. Warto korzystać z tego udogodnienia, bo można sobie w ten sposób zaoszczędzić nieco nerwów i kolejnego napisu „Game over”. Ten akurat będziecie oglądać bardzo często. Tutaj nie ma miejsca na zabawę w stylu „trzy życia” czy respawny kilka metrów przed miejscem zgonu. Możesz się wlec nawet 20 minut, by na końcu dostać sromotne baty od ostatniego przeciwnika i zaczynać wszystko od nowa. Taki już urok tej produkcji. Gracze lubiący wyzwania będą w siódmym niebie - Castlevania jest sroga, ale nie oszukuje, stawia twarde warunki, ale sama ich przestrzega, radość z wygranej jest tym większa, im trudniejsze dostajemy zadanie. Pozycja dla koneserów, dla narzekających na niski poziom trudności, dla zbieraczy i dla zakochanych w grafice 2D.

    [​IMG]



    No właśnie - C:HoD jest brzydka! Uwielbiam gry odświeżane, czy też robione na modłę lat 90., ale to nie jest piękna produkcja, o nie. Po pierwsze, denerwuje mnie ten japoński styl. Wypięknieni (tylko na obrazkach) bohaterowie z długimi włosami, błękitnymi oczami... Szlag by to trafił - zombie, nietoperze, jakieś skaczące nie wiadomo co, rycerze, latające meduzy... A na koniec krótka wzmianka o pikselach. Telewizor mi się psuje, czy co? Oni na serio zafundowali nam grafikę z widocznymi kwadracikami, czy ten styl pomieszał mi w głowie? Nie zrozumcie mnie źle, można na to patrzeć bez żadnego grymasu, wielu osobom łezka zakręci się w oku na widok tej pozycji, inni powiedzą: „Ja w nią grałem 15 lat temu, jak żem na giełdzie dyskietkę do Pegasusa wymieniał!” - mam takie samo wrażenie. Audio to standardowy gotycki... hm, punktechnorock? Nie wiem jak to nazwać, ale znawcy serii wiedzą o co chodzi. Jest OK.



    Castlevania: Harmony of Despair to strasznie wciągająca gra. Szukanie nowego ekwipunku, zbieranie kasy, by później przeznaczyć ją na upragnione buty czy inną część garderoby wciąga jak diabli. Już dawno nie czułem się taki dumny po przejściu pierwszego układu, ale ten ślamazarny gameplay, ta cała otoczka, że to jest fajne, bo takich gier już się nie robi, jest nie dla mnie. Albo jestem za stary, albo zrobiłem się zrzędliwy, albo gusta mi się zmieniły, albo wszystko razem - nie wiem. Fani spokojnie mogą sobie dopisać ze dwa oczka do oceny, ja tam jednak wolę krótkie, ale szokujące Limbo i tonę innych produkcji z XLA.




    Ocena: 6,5


    Plusy:



    + wymagająca, wciągająca, długa

    + kooperacja online

    + sentymentalna



    Minusy:



    - nieprzystosowana do dzisiejszych standardów grafika

    - brak lokalnej kooperacji

    - nuda

    źródło: •• Recenzja Castlevania: Harmony of Despair | Gamezilla
     
Wczytywanie...

Poleć forum