1. Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności czy efektywności publikowanych reklam.Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dowiedz się więcej.

Wolfenstein: The New Order, na którego nikt nie czeka, wciąga bardziej niż Killzone

Temat na forum 'Aktualności' rozpoczęty przez -=SETH=-, Luty 24, 2014.

  1. -=SETH=-

    -=SETH=- -= XBOX GOD =- Członek Załogi Administrator Super Moderator Xbox One V.I.P Pomocnik XBOX MANIAK Game Master Liga XboxForum.pl Achievement Hunter PSforum.pl

    Dołączył:
    Wrzesień 11, 2010
    Posty:
    28170
    Polubienia:
    3224
    Punkty za osiągnięcia:
    113
    Płeć:
    Mężczyzna
    Miasto:
    مصر
    Bethesda potrafi dostarczyć mistrzostwo świata pokroju Skyrima, ciekawego średniaka w stylu Wet jak i wirtualne dno gier akcji pokroju Rogue Warrior. Po trzech godzinach grania już wiem do której kategorii zaliczyć Wolfenstein: The New Order.

    [​IMG]

    Intro, czyli fikcyjne Wunderwaffe



    Wolfenstein: The New Order miał pojawić się na zeszłoroczną jesień, wraz z debiutem PlayStation 4 i Xboksa One, a przy okazji odwiedzić current-genowe konsole i oczywiście pecety. Gra została jednak przesunięta na bliżej nieokreślony termin 2014 roku. Już w połowie lutego miałem jednak okazję w nią pograć. Przedstawiciel wydawcy zarzekał się, że nie jest to jeszcze skończony kod i mogą pojawiać się różne problemy, ale poza małymi niedociągnięciami w dźwięku (troszkę za ciche dialogi) nie zauważyłem niczego niepokojącego. Od razu wpadło mi za to w oko kilka ciekawych rozwiązań, jak i troszkę mniej ciekawych archaizmów.

    Zanim jednak do nich dojdę i ogólnie do szczegółów dotyczących rozgrywki, warto wyjaśnić o co w Wolfenstein: The New Order w ogóle chodzi. W największym skrócie - o wybijanie nazistów, ale nie w czasie II wojny światowej, a w latach 60., gdzie nigdy nie doszło do zimnej wojny, bo III Rzesza wygrała największy konflikt XX wieku. Alternatywna wersja historii potraktowana została dodatkowo wątkiem science-fiction, gdzie Niemcy dysponują Wunderwaffe o jakiej nie śniło się największym historycznym fantastom - bronią atomową (to dzięki niej wygrali), a także robotom. Do tego należy jeszcze dodać arsenał inspirowany wynalazkami Tesli. Brzmi niedorzecznie, ale zadziwiająco dobrze trzyma się całości, tworząc spójny, przekonujący świat.

    [​IMG]

    Bohater – Blazkowicz, Wiliam Blazkowicz

    Świat ten obserwujemy oczami Williama "B.J." Blazkowicza, amerykańskiego żołnierza z polskimi korzeniami, który już od trzydziestu lat pojawia się w różnych grach wideo traktujących o walce z III Rzeszą dysponującą ponadludzkimi mocami. W najnowszej odsłonie nic się nie zmienia, a do tego dostajemy fabularną kalkę kina akcji. Niezbyt to porywające, ale nie ma co ukrywać, że do tego typu gry pasuje idealnie.

    Na początku gry, w 1946 roku, w skórze Blazkowicza bierzemy udział w walce z Niemcami nad Bałtykiem. Nie idzie nam jednak z byt dobrze i suma summarum zostajemy poważnie ranni. Ledwo żywi, wyłowieni przez cywilów trafiamy do szpitala, gdzie przez kilkanaście lat jako siedzące na wózku warzywo patrzymy na słoneczko za oknem. Przełom nadchodzi wraz z brutalną interwencją żołnierzy Rzeszy w "naszym" ośrodku. Blazkowicz jak za dotknięciem magicznej różdżki wybudza się z letargu i pełny sił witalnych, po czternastu latach nic nierobienia, przypomina sobie jak być chodzącą maszyną do zabijania. Tak, jest to naiwne. Tak, jest to niemożliwe. Tak, doskonale pasuje to do konwencji gry.

    [​IMG]

    Grafika i pierwsza misja – złe dobrego początki

    Misja w 1946 roku jest prologiem przed wydarzeniami w latach 60. Pełni też rolę wizytówki gry, w końcu to po pierwszych kilkunastu minutach wyrabiamy sobie o niej zdanie. I gdybym grał na targach te kilkanaście minut, to nie byłbym zadowolony. Prolog jest bowiem po prostu brzydki. Identyczne, szare okopy poprzedza tragicznie odwzorowana woda, do której spada nasz samolot. Pustawe poziomy, wyprane z kolorów i potraktowane ziarnistym filtrem nie robią najlepszego wrażenia. Na szczęście potem szybko trafiamy do zamkniętych pomieszczeń, gdzie wszystko wygląda już trochę lepiej. Wciąż nie jest to jednak żadna rewolucja, a tylko rzemieślnicza robota.

    Zmiana nadchodzi wraz z przeniesieniem akcji do lat 60. Filtr znika, pojawia się więcej barw i troszkę większych miejscówek z ciekawszymi efektami graficznymi. Jest ładnie, miejscami nawet bardzo, choć nie aż tak jak w Killzone: Shadow Fall czy Ryse. Mimo użycia silnika id Tech 5 to nie ta liga - czyżby tylko John Carmack umiał z niego wycisnąć całą moc, tak jak zrobił to w Rage'u?

    [​IMG]

    Rozgrywka – nożem go czy karabinem?

    Małą rekompensatą za jedynie dobrą oprawę jest podatne na destrukcję otoczenie. Nie tak ogromne jak w Black na PS2 czy Battlefieldzie (z naciskiem na Bad Company), ale jednak - skrzynki sypią się w drzazgi, z ostrzelanych filarów odpada tynk. Miło. Szkoda tylko, że reszta otoczenia jest pancerna, z żarówkami w lampach włącznie, co nie tylko wybija z rytmu gry, ale też przeszkadza, zwłaszcza w skradaniu. Blazkowicz potrafi strzelać z dwóch karabinów jednocześnie, ale równie dobrze idzie mu przemykanie z nożem w ręce. Niezbyt mądrych strażników można więc rozwalić z okrzykiem na ustach, walcząc też z posiłkami wywołanymi alarmem, jak i eliminować ich po cichu. Sam grając starałem się przemykać za plecami strażników, do otwartej walki stając po ewentualnym zauważeniu przez wrogów. Zakradanie się do strażników nie jest w żadnym aspekcie przełomowe, ale wypada dobrze, pozwalając na podrzynanie gardeł, rzucanie nożami etc. To samo można powiedzieć o strzelaniu - jest solidnie zrealizowane, ale niczym szczególnym poza wychylaniem się w FPP nie urzeka.

    Opcja wychylania pojawiła się już w kilku pierwszosobowych strzelaninach, tutaj potraktowana została jednak troszkę inaczej niż w konkurencji. Po wciśnięciu L1 (grałem na PS4), lewy analog odpowiada za wychylanie, a nie jak zwykle, chodzenie. Postać nie przywiera więc sama do krawędzi, trzeba to robić ręcznie. Fajnie, bo gra nie podpowiada gdzie najlepiej się zasadzić i można eksperymentować. Zwłaszcza, że wychylać się można też do góry i strzelać ponad jakimiś skrzynkami, jak i w dół, ładując serię po kolanach, pod zawieszonymi wyżej drzwiami, jakimiś półkami etc.

    [​IMG]

    Rozwój postaci, czyli minizadania

    Strzelanie, moc karabinów, odrzut i wszystkie te detale całkiem dobrze odwzorowano. Gra jest szybka i zręcznościowa, co przybliża ją do całej FPS-owej, ciągnącej ku Call of Duty konkurencji. Odznacza się jednak bardzo fajnym systemem rozwoju postaci. Nasz agent w miarę posługiwania się daną bronią zaczyna się w niej specjalizować, nie jest to jednak tylko prosty pasek postępu - do progresu trzeba wykonywać określone zadania. Trzeba wykonać 10 cichych zabójstw nożem, żeby nauczyć się nim rzucać. Tactical premiuje celne strzelanie w głowy - po określonej liczbie headów z każdej broni uczymy się szybciej je przeładowywać i zmieniać. Podobnie jest z klasami assault czy demolition, gdzie pierwsze skrzypce odgrywa ciężki arsenał i granaty. Gra zachęca więc do eksperymentowania z rozgrywką i próbowania różnych taktyk. A w razie powodzenia odpowiednio to premiuje. Bardzo fajny mechanizm - świetnie sprawdza się w praktyce, zwłaszcza że nie ma limitu noszonej broni. Można mieć w kieszeni prawdziwy skład arsenału i każdy checkpoint próbować przejść na inny sposób. Ścieżka gry jest tylko jedna, ewentualnie z malutkimi odnogami i skrótami, ale mimo to Wolfensteina można przejść na różne sposoby. Dotyczy to też interaktywnych scen przerywnikowych, gdzie nasza decyzja ma wpływ na dalszą akcję. Nie jest to coś co diametralnie zmieniłoby fabułę, ale wprowadza do niej nieznaczne zmiany. Czyli kolejna po różnych taktykach zachęta do wracania do gry. Świetna rzecz przy braku multiplayera i fabule szacowanej na grubo ponad 10 godzin.

    [​IMG]

    Świeże pomysły w skostniałym gatunku

    Równie fajnie wypada kwestia regeneracji zdrowia - po trafieniu samo odnawia się zaledwie do 20 punktów ze 100 podstawowych. Trzeba więc uważać i szukać apteczek. Tych nie da się jednak przenosić! Gdy mamy 100% energii i znajdziemy apteczkę nie warto jej jednak mijać. Później i tak z niej nie skorzystamy, a wykorzystana natychmiast winduje nam energię na 150 albo i 180%. Czasowo, po czym energia powoli spada do podstawowej "setki". Przez krótki czas jesteśmy jednak naprawdę dopakowani, co zachęca do agresywniejszej gry. Odrębną kwestią jest pancerz, na który też składa się procentowo ujęta osłona różnych kamizelek czy hełmów podnoszonych po poległych żołnierzach.

    Ciekawie potraktowano również temat map - znalezione na ścianach lub we wrogich dokumentach pomagają w orientacji. Jak je miniemy, mapa odkrywa się dopiero wraz z naszymi postępami, niejako sami ją sobie rysujemy. Dodatkowo po cichym zabiciu dowódcy pojawiają się na niej oznaczenia różnych bonusów. Kolejna mała rzecz, która dokłada cegiełkę do fundamentu naprawdę porządnej strzelaniny.

    [​IMG]

    Głupi naziści są głupi, czyli kilka wad

    Dobre wrażenie psuje tylko wspomniana na wstępie pierwsza misja i zachowania przeciwników. Na podstawowym poziomie trudności nie wykazywali się zbyt dużą mądrością, do tego stopnia, że subboss atakował tylko mnie, w ogóle nie zwracając uwagi na moich towarzyszy strzelających do niego. Gdy zwolnimy tempo i będziemy strzelać zza filara, Niemcy zrobią to samo, nie wykazując większej inicjatywy. Po premierze, jak będzie więcej czasu, poeksperymentuję z wyższymi stopniami trudności, póki co wygląda jednak na to, że Killzone nie doczekał się w tym aspekcie konkurencji.

    Nie podobało mi się również, że granat jest taką bronią jak każda inna, czyli dostępną z odpalanego w czasie rzeczywistym podręcznego menu. Skutkuje to tym, że nie da się na szybko wypłoszyć granatem przeciwników i zaraz ich ostrzelać albo poprawić wcześniejszą serią z karabinu. Słabe rozwiązanie, zwłaszcza że mówimy o mocno arcade'owej strzelaninie.

    Brakowało również tego, w czym specjalizuje się Raven Software, które stworzyło poprzedniego Wolfensteina (a potem świetne Singularity) - odjechanych broni. Przez te trzy godziny rozgrywki jedyną zabawką wykorzystującą setting gry były granaty Tesli. A gdzie dematerializujące wrogów karabiny? Rozbijające ich na atomy pistolety i inne tego typu gadżety? Nie spotkałem się z nimi w udostpęnionej wersji gry i boję się, że już nie spotkam, choć chciałbym oczywiście się mylić, tak jak pomyliłem się w przypadku prologu. Nadzieje robi fragment oficjalnej informacji prasowej: "Collect ultra-advanced Nazi-tech!".

    [​IMG]

    Bardzo dobry dubbing i łakome zerkanie w stronę „Bękartów Wojny”

    Mankamenty te wynagradza jednak klimat - toporne, nawet troszkę steampunkowe mechy i oprawa dźwiękowa. Zróżnicowana, zahaczająca o różne gatunki muzyczne (i to nie tylko z lat 60.) muzyka robi bardzo dobre wrażenie. Jest zróżnicowana, dostosowuje się do wydarzeń na ekranie. Świetnie wypadają też dialogi. Niemcy mówią po niemiecku, Amerykanie po angielsku, a Polacy po polsku. I to naprawdę ładnie, słychać, że developer się postarał i zatrudnił ludzi, dla których te języki są ojczystymi. Spory nacisk położono też na spotykanych na naszej drodze badassów - kończący demo monolog podstarzałej pani generał w kawiarnianym wagonie pociągu był naprawdę mocny, mający w sobie coś z "Bękartów Wojny". Tylko jak się tam znalazłem, skoro przed loadingiem rozwalałem wojskową bazę i nawet nie widziałem torów kolejowych? Trochę niepokoi mnie taka fabularna dziura. Jestem w stanie zaakceptować najbardziej odjechaną historię, ale pod warunkiem, że będzie spójna.

    [​IMG]

    Outro, czyli czekamy na premierę

    Wolfenstein: The New Order wypada trochę brzydziej od Killzone: Shadow Fall, ma też głupszych przeciwników i nie ma multiplayera (choć dla mnie nie jest to wada). Gra się jednak w niego przyjemniej - rozgrywka jest ciekawsza, szybsza, bardziej zróżnicowana i przez to wciągająca. Wychodzi więc na to, że stworzona przez zupełnie nowe studio (szwedzkie MachineGames, założone przez ludzi pracujących wcześniej nad Riddickiem i Darkness dla Starbreeze) strzelanka, na którą nikt poza fanami serii nie czeka, spokojnie może stanąć w szranki z megainwestycją Sony i Guerrilla Games. Zważywszy na wspomniane przeze mnie mankamenty pewnie dostanie w recenzjach niższe oceny i przegra w świadomości graczy, ale dla mnie już wygrała. Bawiłem się przy niej zaskakująco dobrze, lepiej niż w Killzone. A po premierze bawić się będą mogli nie tylko posiadacze PS4, ale też PS3, dwóch generacji Xboksów i pecetów.

    Wolfenstein: The New Order nie będzie mesjaszem gatunku ani Skyrimem strzelanin, ale solidnym, singlowym FPS-em już tak. Ja czekam i wpisuję Wolfa na swoją listę gier 2014 roku. Premiera już 20 maja.
     
    Ostatnio edytowane przez moderatora: Grudzień 24, 2014
  2. Lotnik421 Xbox One

  3. piotrz23

    piotrz23 Użytkownik Użytkownik

    Dołączył:
    Październik 8, 2013
    Posty:
    120
    Polubienia:
    13
    Punkty za osiągnięcia:
    18
    Brakuje mi takich gier. Oby coś z tego było.
     
  4. x333x

    x333x Banned

    Dołączył:
    Listopad 2, 2013
    Posty:
    140
    Polubienia:
    16
    Punkty za osiągnięcia:
    0
    Miasto:
    Płock City
    kiedyś grałem w starego wolfesteina na PC
     
  5. Onicniepytaj

    Onicniepytaj Xbox One Xbox One Użytkownik

    Dołączył:
    Październik 4, 2010
    Posty:
    5432
    Polubienia:
    1698
    Punkty za osiągnięcia:
    113
    Miasto:
    Śląsk!
    @UP
    Jak chyba każdy szanujący się gracz. Nie ma to jak gry w Dosie :p to były czasy :)


    Na grę czekam! Mam nadzieje, że nie zawiedzie mnie jak Duke Nukem Forever..
     
  6. Aizen30

    Aizen30 Banned

    Dołączył:
    Styczeń 18, 2014
    Posty:
    470
    Polubienia:
    48
    Punkty za osiągnięcia:
    0
    Niby fajne mam nadzieje ,że nie będzie wyglądać jak the rambo. Poprzednie części mi się podobały czekam z niecierpliwością.
     
Wczytywanie...

Poleć forum